Z życia szkoły

Aktualności
Ogłoszenia

Osiągnięcia

Sport

Informacje
o szkole

Historia
Patron

Współpraca
Kalendarz imprez

Dokumenty

Uczniowie

Samorząd
Klasy

Plan lekcji

Rada Rodziców

 Pracownicy

Nauczyciele

Pedagog

Logopeda
Biblioteka

Świetlica

Galeria
Wycieczki
Galeria




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Strona główna

nikt z wadowic nie mógłby zostać arcybiskupem

Pod koniec listopada 1965 roku Jerzy Kluger, przyjaciel Karola Wojtyły z czasów dzieciństwa i młodości, wracał do Rzymu ze swoim wspólnikiem Kurtem Rosenbergiem. Ten ostatni właśnie wyczytał w gazecie, że na Soborze Watykańskim II ważne przemówienie wygłosił arcybiskup z Krakowa Karol Wojtyła.

To jest  Lolek - spokojnie stwierdził Jurek, mimo że ogarnęła go fala emocji (...). - Kim jest Lolek? - zapytał Rosenberg. - To mój przyjaciel. Z Wadowic. Świetnie się uczył, grał na bramce. Ty nie pamiętasz, bo jesteś z Bielska. - Nikt z Wadowic nie mógłby zostać arcybiskupem - stwierdził Rosenberg. Jurek sie obruszył. - Udowodnię ci! - zawołał. - Jak masz zamiar to zrobić? - Zadzwonię do niego! (...) - Jurek? Czy to naprawdę ty? - Ten głos! Pomyłka była wykluczona. - Tak, to ja, Jurek! (...) Proszę, wybacz mi - powiedział Jurek - ale nie wiem, jak  mam się  teraz  do ciebie  zwracać. Nie jestem  obeznany  z  oficjalnymi  tytułami.
 -Nazywaj mnie Lolkiem, Jurku, jak zawsze.

(Darcy O'Brien, „Papież nieznany”, Wydawnictwo Jacek Santorski, Warszawa 1998)

nieznajomy wędrowiec

Pani Teresa Kubicz z Alwerni usłyszała od pewnej góralki taką oto historię.

Któregoś dnia była straszna burza. Podeszłam do okna i mówię do męża: „Wyjdź na pole, bo pod naszym oknem schował się jakiś wędrowiec”. Mąż otworzył drzwi i poprosił wędrowca do mieszkania. Poczęstowałam go gorącym mlekiem i kromką chleba. Zjadł, podziękował, burza przeszła i poszedł sobie. Gdy słońce zaświeciło, wyszłam na pole i zobaczyłam obrazek włożony w szparę domu. Wzięłam go i ucałowałam. Na drugiej stronie był napis: biskup krakowski Karol Wojtyła. Jak wybrali Karola Wojtyłę na Ojca Świętego, to szalałam z radości, że w moim domu był Ojciec Święty i był tak skromnym człowiekiem, że nikt nie poznał, że był biskupem.

(Teresa Kubicz w: „Spotkaliśmy Papieża”, Edipresse Polska, Warszawa 2001).

I TAK NA WIERZCH WYSZEDŁ

Niecodzienną przygodę przeżył kardynał Karol Wojtyła w Siekierczynie, wiosce koło Limanowej w Beskidzie Wyspowym. Jest to miejsce urodzenia Johna Josepha Króla (1910-1996), pierwszego kardynała polskiego pochodzenia w USA. Tutaj, 8.12.1967 w towarzystwie bp. Jerzego Ablewicza i ks. Stanisława Dziwisza, abp. Wojtyła odprawiał ingres kardynalski w zastępstwie Johna J. Króla, któremu władze PRL nie zezwoliły na wjazd do Polski.

Bardzo postarali się parafianie, dumni z rodaka, aby wydarzeniu nadać uroczystą oprawę. Drogą z Limanowej przez Golców, wiozło dostojników dziesięć furmanek, przybranych w wieńce,  girlandy i wstęgi. Od połowy drogi towarzyszyła im banderia konna w strojach ludowych. W niespodziewanej kurzawie (zamieci śnieżnej), dającej się porządnie we znaki - furmanka wioząca księdza kardynała wjechała w zaspę i przewróciła się, a dostojnicy wpadli w śnieg. Biskup Ablewicz znalazł się pod spodem, a kardynał Wojtyła na wierzchu; „i tak na wierzch wyszedł”- komentują dziś świadkowie wydarzenia sprzed lat.

(Urszula J. Własiuk, „Ja tam u was byłem – pilnujcie mi tych szlaków”, Wydawnictwo FOTO-ULA, Kraków 2003).

powrót