Z życia szkoły

Aktualności
Ogłoszenia

Osiągnięcia

Sport

Informacje
o szkole

Historia
Patron

Współpraca
Kalendarz imprez

Dokumenty

Uczniowie

Samorząd
Klasy

Plan lekcji

Rada Rodziców

 Pracownicy

Nauczyciele

Pedagog

Logopeda
Biblioteka

Świetlica

Galeria
Wycieczki
Galeria




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Strona główna

tam jest skarbonka dla biednych

Lolek Wojtyła w czasach szkolnych przyjaźnił się z Karolem Hagenhuberem, mimo że nie chodzili do tej samej klasy. Jego imiennik był  synem  właściciela  cukierni w Wadowicach, słynnej z kremówek, o  których Jan Paweł II mówił  w  niezapomnianym   dialogu
z mieszkańcami swego rodzinnego miasta w 1999 roku.

Karol Hagenhuber po wojnie wyemigrował do USA. W 1964 roku przybył wraz z żoną do Krakowa, aby odwiedzić swego kolegę, wówczas już metropolitę krakowskiego.

Kiedy spotkaliśmy się, zauważyłem, że jego buty były w kiepskim stanie, choć niekoniecznie dziurawe. Chcieliśmy mu dać trochę pieniędzy, lecz odmówił ich przyjęcia. Wtedy uśmiechnął się i powiedział: „Ale wiecie, tam jest skarbonka dla biednych". Zrozumieliśmy.

(Karol Hagenhuber, w „Wielka encyklopedia Jana Pawła II", t. XG-H, Edipresse Polska, Warszawa 2004)

dzieci ginęły w sutannie

Kiedy ksiądz Wojtyła został arcybiskupem  krakowskim, zapraszał swoich  przyjaciół ze  Środowiska do  swojej  rezydencji  przy
ul. Franciszkańskiej 3. Uśmiał się serdecznie, gdy podczas pierwszego spotkania na jego pytanie: „Czy wam się tu podoba?” usłyszał chóralne: „Nieee!”. Potem zapraszał swoich świeckich przyjaciół na swoje imieniny, śpiewanie kolęd i bale dla dzieci.

Pamiętam taki jeden kinderbal, na którym byłam z trzyletnim Łukaszem. Wujek się spóźnił, staraliśmy się dzieci zajmować w różny sposób. Potem juz nie mogliśmy ich utrzymać w ryzach. Zaczęło się bieganie po sali i okropny wrzask, taki jak w szkole na przerwie. Nagle zobaczyłam szybko wchodzącego Wujka. Miał dziwną minę, którą mam w oczach do dziś. Było to zdziwienie, że tu taki wrzask, i jakby obawa, co tam się dzieje! Po chwili poprosiliśmy, aby Wujek zgadywał, które dziecko jest czyje. Wujek „łapał” dzieci, czasami któreś „ginęło w sutannie, Wujek je stamtąd wyplątywał i odgadywał, a my dorośli mieliśmy przez chwilę dobrą zabawę, Wujek oczywiście też.

(Zofia Abrahamowicz-Stachura, w: „Zapis drogi. Wspomnienia o nieznanym duszpasterstwie księdza Karola Wojtyły”, Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 1998)

Napad na biskupa

Młody biskup Karol Wojtyła wizytując góralską parafię, został zaatakowany przez... zbójców. Incydent zakończył sie jednak happy endem.

Na cmentarzu w Nowym Targu na północnym wzgórku zwanym „Działem” stoi kościółek zbudowany między XIII, a XIV wiekiem. Legenda o nim głosi, że zbójcy, idąc ze wschodu przez miasto, nieśli ze sobą obraz św. Anny. Zmęczeni podróżą, chcieli odpocząć, obraz położyli na dużym pniu. Na drugi dzień, gdy zabierali się w dalszą drogę, obraz nie pozwolił się ruszyć. Był to moment nawrócenia zbójców, którzy tu postanowili zbudować kościółek. W czerwcu 1963 roku kościółek wizytował ksiądz biskup Wojtyła z księdzem prałatem Dybą, proboszczem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa. Józef Rybak (26 lat) oraz niżej podpisany (lat 40) przebrani za zbójców skryli sie za krzakami bzu. Kiedy wizytujący dochodzili do kościółka, z wielkim krzykiem, bijąc ciupagami o ciupagi, zażądaliśmy od nich grajcarów (pieniędzy). Cały ten rumor uspokoił dopiero „herszt bandy” - pan Antoni Łajas - witając  księdza  biskupa. Rozmawiali o bitwie  pod  Monte Cassino. Pan  Łajas  był  uczestnikiem  tej  bitwy. Uśmiechnięty
i może troszkę przestraszony ksiądz biskup Wojtyła zapytał nas, na co potrzebujemy pieniędzy. Odpowiedzieliśmy: „Nie chcemy więcej grzeszyć i budujemy ten oto kościółek, więc potrzeba nam, żeby zapłacić kowalom, cieślom, murarzom i wszystkim budowniczym”. A ksiądz Wojtyła odparł na to: „Pieniędzy nie mam, to wam nie dam, ale jak macie postanowienie poprawy, to zrobimy to razem. Pomodlimy  się o  wytrwanie i  dokończenie  waszego dzieła”. W 1980  roku  żona  moja  Maria Szewczyk  była
w Rzymie  z  pielgrzymką  u  Ojca  Świętego  i  przeprosiła  za  napad  w  Nowym  Targu. Ojciec  Święty  pamiętał  to  wydarzenie
i powiedział, że sie im nie dał. Wypytywał o Antoniego Łajasa, nawet zapamiętał jego nazwisko.

(Stanisław Szewczyk, w: „Spotkaliśmy Papieża”, Edipresse Polska, Warszawa 2001)

powrót